Scena

Od poniedziałku do niedzieli

Ukrywam się za swoim cieniem

Tak, żeby ludzie nie widzieli,

Że miewam coś do powiedzenia.



Mam wyjść na scenę – to już dzisiaj,

Pięknie ukłonić się słuchaczom.

A ja mam tyle do ukrycia,

A oni wszystko to zobaczą...



Że moje oczy rozbiegane,

Że moje usta niecierpliwe,

Że ciało dzisiaj tak rozgrzane...

Nie widać tego? Niemożliwe.



Zobacz, ta pani w czwartym rzędzie -

Zacięte usta, nóż w kieszeni.

Czy ona nie wie, jak to będzie,

Gdy sama w siebie się zamienię?



Czemu tak patrzysz i nie wierzysz?

Niczym nie zdołam cię przekonać?

Chyba wiesz, że znów blefuję,

A to kolejna metafora.



I że ten uśmiech nieprawdziwy,

A tamte łzy są udawane.

Moje wyznania, takie szczere,

Miałam już wcześniej napisane.



Teraz odejdziesz zawiedziony.

Widzę, że jednak nie odchodzisz.

Mam wierzyć ci, że nie żałujesz

Żadnej z spędzonych ze mną godzin?




< Powrót