Supernowa

Spotkali się. Gdzie? Nie pamiętam.

Zderzyli się jak dwie komety.

I rozbłysnęła supernowa -

Dusza kobiety w śnie poety.



Gubili się w mnogości wcieleń,

Odnajdywali w słów szeleście.

Ich zapach, brzmienie, ogień, zieleń

Mknęły lawiną słów po mieście.



Zatrzymywali się na chwilę,

By gdzieś napełnić swoje pióra.

Świeżym, soczystym atramentem

Pisze się tak, że cierpnie skóra.



Znikali czasem na zbyt długo,

Siedząc w kawiarni przy stoliku

Wśród jej powiewnych epitetów

I jego twardych rzeczowników.



I tkwiliby do dzisiaj lekko

W tej poetyckiej osobności,

Lecz poetycka supernowa

Zaczęła tracić na jasności.



Aż w końcu się wtopiła w szarość

Nieznośną, nudną i codzienną.

Tak umierają sny poetów:

Ledwie rozbłysną – schodzą w ciemność.



Bo nie ma między planetami

Miejsca na wieczność snu i słowa.

Wszystko lub nic – by mogła powstać

Znów jakaś piękna supernowa.



< Powrót