Wio, Leonardo, czyli reminiscencje wrocławskie

I

Najwyższa pora, by dzień zmęczony

Długą podróżą poszedł już spać.

Niedopisany, niedokończony

Dał prawie wszystko, co miał nam dać.


Teraz jest dobrze: deszcz, bruk i drżenie.

Dobrze jest nie jeść, dobrze jest jeść.

Zanurzmy palce na okamgnienie

W tym, czego czasem nie sposób znieść.


Ref.:

Wio, Leonardo, wnikamy w przestrzeń,

Szastając blaskiem palonych strun.

W magicznym kraju, w magicznym mieście

Szukamy w bruku niezwykłych słów.


Dziś, Leonardo, zmieniamy przestrzeń,

Która się dziwnie poddaje nam.

Po naszej stronie, na naszą kieszeń,

W świecie, gdzie nigdy nikt nie jest sam.


II

Okręt, na który dzisiaj wsiadamy

Jutro rozpłynie się w sensach stu.

Na razie lekko wcięta kotwica

Rytmicznie stuka w deszczowy bruk .


Bosa komedia biega po Rynku

I bardzo głośno sobie z nas kpi.

Otwarte rany, otwarte dłonie,

Za mało tlenu, za dużo krwi.


Ref.:

Wio, Leonardo...




< Powrót