Ballada o Kaśce nauczycielce

I

Łagodnie opada na dzień.

Czy można jeszcze łagodniej?

Ciekawość, rozterka, pies.

Może spódniczka? Nie, spodnie.


Sunie w harmonii przez dzień.

Bez marzeń się nie obejdzie.

Samochód – w granat. Lęk – w cień.

Kolczyki w błękit? Nie, w czerwień.


Sumiennie wtapia się w dzień.

Nieznaną nutę porusza.

Nie trzeba więcej, ni mniej,

by z życia oka nie spuszczać.


Ref.:

A smutek, który jak druga skóra

Lśni nienormalnie dobrym blaskiem

Co rusz otwiera kwiaciarnie ludzkich dusz.


II

Cała zamienia się w dzień.

Margines na moment znika.

Rzędy par oczu, oddechy

układa na stolikach.


Jest pięknie. To dobry dzień.

Można go jeszcze upiększyć.

Ta szarość - całkiem okej.

Kolczyki w czerwień? Nie, w błękit.


Sumiennie wtapia się w dzień.

Nieznaną nutę porusza.

Nie trzeba więcej, ni mniej,

by z życia oka nie spuszczać.


Ref.:

A smutek, który jak druga skóra

Lśni nienormalnie dobrym blaskiem

Co rusz otwiera kwiaciarnie ludzkich dusz.




< Powrót